Translate

czwartek, 24 kwietnia 2014

Sezon 1, rozdział 6. Zaufanie jest najważniejsze...część 4.

(Nika)

...gdy żołnierze odeszli na tyle daleko że mogliśmy mówić szeptem zaczęłam przedstawiać mój plan działania. Nie możemy tu zostać i siedzieć bez czynnie. Najważniejsze to niepostrzeżenie się z tond wydostać i powstrzymać Black Mante za wszelka cenę. teraz się okaże czy Shado rzeczywiście zyska moje zaufanie  z reszta tak samo jak Slade.
-Posłuchajcie musimy się z tond wydostać i to już.-Powiedziałam bardzo stanowczo.
-Dobrze ale jak my mamy to zrobić, ty jesteś jak ninja ale my nie damy rady.-Powiedział zmartwiony Olli.
-Nie martw się mam plan.-Odpowiedziałam pocieszając go.
-Jaki?-Tym razem wtrąciła się Shado.
-Posłuchajcie, najpierw ja wyjdę i ogłuszę tą dziesiątkę która jest najdalej od nas. Żołnierze nie są zbyt bystrzy więc pomyślą że uciekamy w tamtą stronę i pobiegną tam a wtedy my spokojnie wyjdziemy i ruszymy w przeciwna stronę tam gdzie jest nasz obóz, jasne?-Wytłumaczyłam szybko.
-Jasne!
-I Shado jeszcze jedno obiecałaś że na pewno zdobędziesz moje zaufanie.
-Tak, co mam zrobić.
-Nawet jeśli oni pójdą w przeciwnym kierunku to i tak zostawią tu pułapkę, twoim zadaniem jest ja znaleźć i unieszkodliwić. Jeśli wykonasz misje dobrze i nas nie zdradzisz choć trochę zaufam tobie i Sladowi.
-Oczywiście nie zawiodę cie, masz moje słowo!-Powiedziała i zabrałam się do roboty. Po cichu z jednej strony zdjęłam płachtę, wyszłam i wskoczyłam na drzewo robiąc przy tym kilka salt i fikołków. Potem Shado wyszła i po cichu poszła do miejsca w którym odpoczywaliśmy bo na pewno tam znajduje się pułapka. Następnie  w ten sam sposób przemieszczałam się z drzewa na drzewo aż po kilku sekundach znalazłam się nad dziesiątką żołnierzy która wyszła najdalej w las. Usiadłam na gałęzi i poczekałam aż wejdą idealnie pode mnie. Gdy byli już w idealnym miejscu zagwizdałam i zeskoczyłam z gałęzi wprost nad nich. I tu z w raz z tym gwizdem odezwał się mój honor bo nigdy nie atakuje się od tyłu, z zaskoczenia i bez ostrzeżenia no przynajmniej ja tak uważam. Gdy usłyszeli moje gwizdniecie momentalnie cała dziesiątka spojrzała w górę i gdy tylko to zrobili dostali kopa wprost w twarz po czym stracili przytomność. Potem z powrotem w taki sam sposób jak wcześniej wskoczyłam na drzewo i usiadłam na gałęzi blisko ziemi bo oddalonej od niej o jakieś dwa metry. Zaraz potem  jak zwykle jednostki sprawdzają przez radio czy wszystko w porządku u innych. Krótkofalówka się włączyła i usłyszałam jak  Ocean Master wzywa grupę numer dwa i zaraz po tem gdy nie otrzymał odpowiedzi krzyczy do tego drugiego że tych których szukamy załatwili rozdział a raczej jedna osoba czyli ja i krzyczy żeby szybko szli w tamtą stronę bo niby tam zmierzamy i zaraz im uciekniemy. Dali się nabrać zgodnie z planem. Po chwili podemkną zobaczyłam resztę oddziału  który nas poszukuje z Masterem na przodzie. Podbiegli zabrali żołnierzy i pobiegli w przeciwnym kierunku do naszego celu czyli naszego obozu. Zeszłam z drzewa i poszłam w kierunku dołu w którym chowali się moi towarzysze. Pamiętam jak ojciec Sary Lance Quentin Lance zawsze mówił że cytuje "Zawsze sprawdź czy dwa kroki za tobą niema pułapki wroga''. Bardzo go lubiłam bo był moim przyszywanym wujkiem i jednym z najlepszych przyjaciół mojego ojca. Był też detektywem i policjantem z tond to powiedzonko. Gdy byłam już blisko dołka myślałam mad tym że muszę  powiedzieć Olliverowi, Sladowi i Shado kim jest ten drugi żołnierz z którym rozmawiał Ocean Master...

 

                       Quentin Lance

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz